FANDOM


Wieczna milosc okladka (1)
Wieczna miłość
Autor J.R Ward
Tytuł Wieczna miłość
Tytuł oryginału Lover Awakened
Rok wydania 2010
Wydawnictwo Videograf II
Liczba stron 448

Wieczna miłość - powieść grozy z romansem w tle, autorstwa J.R Ward, która została wydana w Polsce w 2010 roku. Amerykańska premiera książki była w 2006 roku. Jest to trzeci tom serii Bractwo czarnego sztyletu.

Fabuła Edytuj

Opis Edytuj

Bracia bliźniacy, Furiath i Zbihr, zostają uwikłani przez los w dramatyczny splot wydarzeń. Swego czasu Furiath uwolnił swego brata z rąk okrutnej Posiadaczki. Mimo że od tego czasu minęło ponad sto lat, Zbihr nie potrafi zapomnieć cierpień, których doświadczył. Zraniony na ciele i duszy jest najbardziej ponurym, zamkniętym w sobie i budzącym grozę wojownikiem Bractwa.
Dopiero gdy spotyka piękną Bellę, która najwyraźniej jest w nim zadurzona, nagle budzi się w nim dawno pogrzebane uczucie: nadzieja. Tymczasem jego brat, który od dawna żyje w narzuconym przez siebie celibacie, również zaczyna interesować się Bellą. Gdy młoda wampirzyca zostaje uprowadzona przez jednego z reduktorów, bracia muszą przezwyciężyć wzajemne animozje i ruszyć ukochanej kobiecie na ratunek.

FragmentEdytuj

Kpiący uśmiech pogromcy obudził w Zbihrze lodowatą wściekłość. Otoczył się własnym kręgiem polarnym. Powietrze wokół Z namagnesowało się i ochłodło poniżej panującej temperatury. Płatki śniegu omijały wojownika z dala, jakby odpychał je siłą gniewu.
Słysząc pstryknięcie, Furiath obejrzał się za siebie: Vrhedny zapalał skręta. Pomarańczowy
płomień oświecał lewą skroń V i jego kozią bródkę.
Rozległ się kolejny cios pięści Zbihra.
- Wszystko w porządku, Furiath? Vrhedny
zaciągnął się głęboko dymkiem, patrząc na Furiatha
diamentowymi oczami.
Nie, nic nie było w porządku. Zbihr zawsze wyglądał jak uosobienie zła w średniowiecznym moralitecie, teraz jednak jego brutalność osiągnęła odpychające stężenie. Był wydrążoną pałubą, którą od czasu uprowadzenia Belli trawiła gorączka. Mimo to nadal jej nie znaleźli. Żadnych tropów, żadnych informacji. Nic. A przecież Zbihr nie patyczkował się z przesłuchiwanymi. Furiath również od czasu porwania nie mógł sobie znaleźć miejsca. Znał Bellę krótko, ale była czarującą, szlachetną kobietą, pochodzącą z najwyższych sfer arystokracji. Cenił w niej zresztą nie tylko jej błękitną krew. Umiała dotrzeć do jego psyche i rozbudzić mężczyznę uśpionego ślubami czystości i dyscypliną. Poszukiwał jej równie gorączkowo jak Zbihr, jednak po sześciu tygodniach stracił nadzieję, że znajdą ją żywą. Reduktorzy najpierw biorą jeńców na tortury, usiłując wydobyć od nich informacje o Bractwie. Niestety, Bella, jak wszyscy cywile, niewiele wiedziała na temat braci, więc zapewne już ją zgładzili. Pozostawała mu tylko nadzieja, że zanim odeszła w Zanikh, nie była torturowana zbyt długo.
- Gdzie samica? szczeknął
Zbihr do następnego reduktora.
- Pierdol się odpalił lapidarnie tamten. Zbihr zareagował jak Mike Tyson: ukąsił przeciwnika. Nikt z braci nie wiedział, czemu Zbihr przejął się tak bardzo samicą cywilów. Znany był
przecież z niechęci do kobiet. Samice się go bały. Co łączyło go z Bellą było zagadką dla wszystkich. Inna sprawa, że Z zawsze był nieprzewidywalny, nawet dla brata bliźniaka. W leśnej głuszy niosły się odgłosy jatki. Furiath czuł, że dłużej tego nie wytrzyma. Tymczasem reduktorzy trzymali się mocno. Żaden nie puścił pary z gęby. Chyba mam już dość —
mruknął Furiath. Zbihr był jedyną racją jego istnienia, jeśli nie liczyć misji obrony rasy wampirów przed eksterminacją. W łóżku spał zawsze sam, o ile udało mu się oko zmrużyć. Nie gustował w uciechach podniebienia, kobiety nie wchodziły w grę z powodu ślubów, więc wolny czas spędzał na zastanawianiu się, co też Zbihr znów wymyśli i komu przyjdzie za to płacić. Czuł, że marnieje ze zgryzoty. To on płacił za mordercze skłonności brata. Poczuł na szyi dotyk znajomej dłoni w rękawiczce. Spójrz na mnie, bracie zażądał Vhredny. Furiath spojrzał posłusznie i przeszedł go dreszcz. Lewa źrenica V rozszerzyła się na całe, obwiedzione tatuażem, oko. Furiath zaglądał w czarną czeluść.
Vrhedny…miejże litość.. Nie był teraz w nastroju do wróżb. Nie miał siły słuchać, że będzie jeszcze gorzej niż jest.
Śnieg pada dziś wolniutko powiedział V, matując go po tętnicy szyjnej.Furiath przymknął oczy. Spłynął na niego dziwny spokój.
- Co mówiłeś? Jego serce zaczęło bić wolniej, w rytmie kciuka V.
- Śnieg… pada wolniutko.
- Mhm… Aha…
- Dużo śniegu tej zimy napadało, przyznasz?
Aha…No.
- Taa… dużo śniegu, a będzie jeszcze więcej. Dzisiaj, jutro. Za miesiąc. Za rok. Pada, kiedy mu się podoba i gdzie mu się podoba.
- Pada i pada podjął uspokojony Furiath. Nic go nie powstrzyma.
- Najwyżej, w końcu, ziemia. Kciuk znieruchomiał. Ale ty mi bracie nie wyglądasz na ziemię. Nie powstrzymasz go. Nigdy. Nastąpiła seria rozbłysków i drobnych eksplozji. Zbihr poprzebijał serca reduktorów, którzy rozwiali się bez śladu. W nocnej ciszy dobiegał tylko syk z chłodnicy rozbitego wozu i ciężki oddech Z.
Zbihr wyprostował się. Wyglądał, jak upiór. Czarna krew reduktorów spływała mu po rękach i twarzy. Spowijała go połyskliwa aura okrucieństwa, przez którą prześwitywał niewyraźnie las, jakby falując.
- Wracam do miasta, dopaść kumpli tych trzech oznajmił Z, wycierając brzeszczot o udo. Pan O wybierał się na wampiry. Wyjął magazynek z dziewięciomilimetrowego smith&wessona i zajrzał do lufy. Domagał się czyszczenia, podobnie, jakglock. Miał co innego do roboty, ale tylko dureń nie dba o swoją spluwę. Cóż, reduktorzy muszą mieć broń na najwyższy połysk. Bractwo Czarnego Sztyletu to był cel, do którego nie opłacało się chybić. Przeszedł przez centrum przesłuchań, omijając stół do sekcji zwłok swój warsztat pracy.
Jednoizbowy budynek zamiast podłogi miał klepisko. Nie miał też izolacji, ale brak okien sprawiał, że wiatry nie były zbyt dokuczliwe. O syppiał na łóżku polowym. Miał prysznic toalety
i kuchni nie potrzebował, bo reduktorzy nie jedzą. Wnętrze pachniało świeżym drewnem, bo obiekt stanął raptem półtora miesiąca temu. Unosiła się w nim woń piecyka naftowego, który ogrzewał pomieszczenie.
Jedynym meblem były sięgające od ziemi aż po belki stropu półki na całą długość dwunastometrowej ściany. Leżały na nich schludnie poukładane narzędzia: noże, imadła, obcęgi, młotki, piły wszystko, czym tylko się da wydobyć z jeńców zeznania. Pomieszczenie służyło nie tylko do tortur, ale również jako magazyn. Dłuższe przetrzymywanie wampirów było trudne, bo wystarczyła im zaledwie chwila koncentracji i szukaj wiatru w polu. Metal uniemożliwiał im numer ze znikaniem, ale żelazna klatka nie chroni przed światłem słonecznym, z kolei budowa pomieszczenia o litych, metalowych ścianach ze względów praktycznych odpadała. Na szczęście sprawdzał się pionowo wkopany w ziemię segment gwintowanej, żeliwnej rury kanalizacyjnej. Ściśle rzecz biorąc trzy takie segmenty.

Zobacz takżeEdytuj

Seria Bractwo Czarnego Sztyletu
Pisarka J.R Ward
Wydawnictwo Videograf II
W serii Mroczny kochanekOfiara krwiWieczna miłośćWampirze serceŚmiertelna klątwaDziedzictwo krwiAnioł zemstyDusza wampiraDroga przeznaczeniaKsiężycowa przysięgaSidła namiętności
Postacie Wszystkie postacie

Członkowie BractwaDuchyIstoty nadprzyrodzoneLudzieNieśmiertelniPolicjanciPsańceReduktorzySymphaciWampiryWybrankiZwierzęta

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.